Biografia

Przygodę z żeglarstwem rozpocząłem dosyć wcześnie, bo zaledwie, gdy miałem roczek popłynąłem na pierwszy rejs z Rodzicami po Mazurach. Przez wszystkie młodzieńcze lata był to sposób na miłe aktywne spędzanie wolnego czasu podczas wakacji.

Na początku była to łódka typu omega, z biegiem czasu jedno osobowy maczek przeplatany wind surfingiem pod okiem rodziców. I tak było do momentu, kiedy musiałem podjąć decyzje, co do szkoły średniej. Byłem tym z wielu ludzi, którzy w życiu nie słyszeli o istnieniu jedynej w Polsce Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Żeglarstwie w Mrągowie. Postanowiłem zdawać egzaminy i powalczyć o przedostanie się do światka żeglarzy regatowych. Edukacje w tej szkole zazwyczaj rozpoczynało się w 4 klasie szkoły podstawowej i dla większości uczących się tam było wiadome, że po szkole podstawowej będą się uczyć w liceum zaś dla osób z zewnątrz oprócz egz. był wyznaczony czas, do którego musieliśmy zdobyć minimum drugą klasę sportową, co w pojedynku z regatowcami nie było łatwe. Specyfika tej szkoły jest taka, że ucząca się w niej młodzież nie ma czasu na nic więcej jak tylko nauka i treningi, które mieliśmy sześć razy w tygodniu. Zaraz po zajęciach w szkole udawaliśmy się nad jezioro Czos do naszej Bazy gdzie każdy z nas miał łódkę, na której to schodziliśmy na trzy godzinne treningi. Wieczorami zostawał tylko czas na przygotowanie się na następny dzień i na sen.

Lekcje odbywały się w bardzo ciekawy sposób, bo wręcz indywidualnie, ponieważ klasy liczyły sobie od 6 do 14 osób, a średnia ilość osób siedzących w ławce rzadko przekraczała 6 w większych klasach z powodu wyjazdów na regaty czy zgrupowania. Przez pierwsze dwa lata nauki i pogoni za czołówką regatową na łódce dwu osobowej typu 420 udało mi się wraz z kolegą zdobyć MP juniorów i seniorów.

Był to dla mnie przełomowy sezon żeglarski, ponieważ awansowałem na łódkę olimpijską klasy 470. a po niespełna pół roku do kadry olimpijskiej Sydnej 2000.

Będąc przez cztery lata w kadrze zdobywaliśmy wielokrotnie MP seniorów, juniorów, MEJ i w ostatecznej walce o igrzyska olimpijskie przegraliśmy eliminacje i co się dalej okazało, że był to dla mnie jakiś tam mały przełom w mojej karierze, ponieważ od zawsze chodziła mi pogłowie zmiana łódek olimpijskich na match racing. I tu nadarzyła się okazja żeglowania z Karolem Jabłońskim, który to rozpoczynał swoją karierę w match racingu.

 Match racing jest to specyficzna formuła w żeglarstwie gdzie na starcie stają tylko dwa jachty, wyścig odbywa się po dość krótkiej trasie usytuowanej blisko brzegu tak, aby bez większych problemów kibice mogli oglądać zmagania żeglarzy. Na regaty zapraszanych jest przeważnie 12 teamów z całego Świata, organizator ma za zadanie podstawić przynajmniej 6 identycznych jachtów, następnie jest podział na grupy, gdzie każdy z każdym płynie po dwa wyścigi. Pierwsze 4 teamy które uzbierają jak największą ilość zwycięstw przechodzą do półfinałów i dalej do finałów, gdzie żeglują do trzech zwycięstw. Takie regaty trwają zazwyczaj 5 dni, każdego dnia każda załoga płynie średnio po 5 wyścigów, gdzie jeden mecz trwa około 30 min. Każdy wyścig płynie się na innej łódce według rozpiski dostarczonej przez sędziów, podczas wyścigu wykonujemy około 50 zwrotów z wiatrem jak i na wiatr, wszystko jest oglądane i sędziowane przez arbitrów, którzy podążają za zawodnikami na motorówce, gdzie w razie przewinienia mogą ukarać dodatkowymi dwoma zwrotami.

Formuła match racing zrzesza około 2500 najlepszych sterników i żeglarzy na Świecie. Dla nas był to bardzo trudny początek gdyż łódki podstawiane na imprezy dla innych były znane i opływane, jednak dla nas za każdym razem było to coś nowego, ponieważ polska nie posiada ani jednej sztuki takiej samej lub podobnej łódki. Na zapoznanie się ze sprzętem na każdych regatach mamy tylko 1 godz. Oficjalnego treningu dzień przed regatami. W zależności od stopnia trudności regat organizator podstawia łódki (od 3 do 8 osobowe), jednak większość regat jest rozgrywana na łódkach 4 osobowych.

W niespełna pół roku stworzyliśmy stałą piątkę K. Jabłoński , J. Wysocki, G. Baranowski P. Przybylski wszyscy z Bazy Mrągowo i studenci naszej uczelni, plus D. Życki. W tym składzie z regat na regaty pięliśmy się po schodkach rankingu match racingowego, gdzie po roku czasu znaleźliśmy się w drugiej dziesiątce rankingu wygrywając parę głównych imprez.

Rok 2002 był dla nas przełomem w naszej wspólnej karierze jak i w światku żeglarskim, po niespełna 2 latach żeglowania w tej formule zdobywamy złoty medal MŚ i ME. Ten rezultat daje nam pierwsze miejsce w rankingu sterników, którego to nie oddajemy przez następne 26 miesięcy. Kolejne 2 lata to jeszcze trudniejsza praca gdzie staraliśmy się nie wypaść z czołówki na wszystkich regatach i utrzymać miejsce w rankingu zdobywając 2003 brązowy medal MŚ i złoty ME, a 2004 srebrny na MŚ. W miedzy czasie powstał pomysł a w zasadzie realizacja pierwszego w Polsce projektu Polski jacht w Pucharze Ameryki. Wygląd tych regat jest prawie identyczny jak match racingu z tym, że dany kraj, który zgłosi się do tych regat musi mieć swój jacht, i minimum 60 mil. euro budżetu na dzień dzisiejszy. Udało nam się zakupić używany jacht do treningów od Hiszpanów i przez dwa lata prowadzić systematyczne treningi, aż do czasu rezygnacji sponsorowania naszego projektu przez firmę MK Cafe i Posti. W regatach tych biorą udział te same teamy, lecz już na łódce jest 17 członków załogi i łódka mierzy 24 m. długości. Są jednak rozgrywane co 4 lata i trwają 6 miesięcy.

Kolejnym etapem w moim żeglarskim życiu był udział w Chinskim Teamie do Pucharu Ameryki.. Byłem w pierwszym składzie na pozycji trymera żagli przednich, oprócz Pucharu Ameryki pływam na wielu innych klasach łódek, jedną z nich jest Wally- są to największe na Świecie łódki regatowe, gdzie jestem nadal wraz z Karolem Jabłońskim o Grzegorzem Baranowskim, na pozycji trymera grota.

Dodatkowo od 2007 roku uczestniczę w projekcie Mateusza Kusznierewicza w nowej formule Russella Couttsa RC44 .